Strona o naszych wyprawach do Ameryki Łacińskiej i nie tylko

 

Zdjęcia z Szwecji

 

Kuba tutaj Ola się ...

Meksyk tu poznała ...

San Paulo tu ...

Headline full story...

Headline full story...

Headline full story...

Dotychczasowe wyprawy

7. Noc na cmentarzu(1)

Po prawie nieprzespanej nocy cieszyłem się na moment opuszczenie namiotu. Część śpiwora była już niestety przemoczona. Sawicki udał się do centrum handlowego. Chciał się umyć i wysuszyć śpiwór. Podający deszcz sprawiał, że nie chciało nam się składać mokrych namiotów. Krążyłem na zewnątrz wokół naszego obozowiska w oczekiwaniu na kolegę. W międzyczasie zdążyłem napisać pełen tęsknoty list do mojej dziewczyny Ilony. Pisałem o chęci powrotu, o chęci ucieczki z niegościnnej, zimnej Szwecji.

Zniecierpliwiony długą nieobecnością Sawiego poszedłem sprawdzić, co on wyprawia. Zastałem go w dosyć śmiesznej sytuacji trzymającego swój i mój śpiwór w pobliżu suszarki do rąk. Jego widok budził zapewne ubaw i zdziwienie korzystających z toalety Szwedów. Jego działania mające na celu osuszenie naszych śpiworów nie przyniosły niestety oczekiwanych rezultatów. Zniechęceni podjęliśmy decyzję o wyruszeniu w dalszą drogę. Padła także kwestia ewentualnego wcześniejszego opuszczenie Szwecji. Stwierdziliśmy, że jeżeli do jutra pogoda się nie zmieni to zawracamy. Tego dnia nasze osiągnięcia autostopowe nie były wielkie. To prawda spędziliśmy pół dnia na suszeniu śpiworów, spacerach po centrum handlowych, ale niezaprzeczalne było stwierdzenie, że w Szwecji autostop idzie kiepsko. Tego dnia pokonaliśmy jedynie jedną trzecią drogi dzielącą nas od Göteborga docierając w okolice Falkenbergu.  Prawie wszystko co mieliśmy ze sobą było przemoczone. Na myśl o kolejnej nocy namiocie dostawałem gęsiej skórki. Postanowiliśmy udać się do najbliższej parafii w poszukiwaniu noclegu. W tym celu wyruszyłem do miasteczka. W centrum znajdował się otwarty kościół. Nie mogłem jednak znaleźć opiekuna tego domu bożego. Powróciłem do kolegi zdając mu relację z przebiegu lustracji miasteczka. Zaczęliśmy poważnie zastanawiać się nad możliwością spędzenia nocy w kościele. Jednak jego centralne położenie oraz brak doświadczenia w poszukiwaniu tego typu noclegu odwiódł nas od tego zamiaru. Postanowiliśmy znaleźć schronienie na większym odludziu i poprosiliśmy kierowcę o zawiezienie nas do najbliższego kościoła poza miastem. Kierowca wykonał swoje zadanie nie mogąc jednak się nadziwić, czego my właściwie szukamy. Próbowaliśmy dać mu do zrozumienia że szukamy noclegu ale facet chyba nie był zbyt pojętny lub nie chciał nam udzielić pomocy. Wysiedliśmy w dość odludnym miejscu. Przed nami wznosił się otynkowany na biało kościół otoczony niewysokim kamiennym murem za którym znajdował się także cmentarz i kaplica cmentarna. Staliśmy w strumieniach deszczu nie mając nawet możliwości ucieczki do zadaszonego budynku. Tym razem Sawio ruszył na poszukiwanie noclegu. Najpierw zostały przebadane drzwi świątyni z każdej strony. Niestety jakaś nieżyczliwa ręka zamknęła skrupulatnie każdy otwór którym moglibyśmy wejść do środka. Po pierwszym niepowodzeniu przyszła kolej na okoliczne domy otaczające kościół a było ich może pięć. Poza nimi pozostawał nam jedynie otaczający okolicę las. Sawicki miał za zadanie wypytanie miejscowej ludności o proboszcza a także spytanie o możliwość noclegu u okolicznych mieszkańców. Po krótkiej rozmowie z właścicielem warsztatu jedynego miejsca gdzie spotkał jakieś żywe istoty osiągnął jedynie to , że wiedzieliśmy już że proboszcz mieszka w wiosce oddalonej od tego miejsca o około dwa kilometry i znaliśmy kierunek gdzie mieliśmy się udać aby dotrzeć do tego miejsca. Zanim do tego doszło postanowiłem sprawdzić jeszcze czy cmentarna kaplica nie mogłaby stać się naszym schronieniem na najbliższą noc. Zrezygnowany podszedłem i pociągnąłem za drzwi Ku mojemu zdziwieniu ale i wielkiej radości kaplica nie była zamknięta. Na ten widok Sawio skoczył w moim kierunku wydając radosne okrzyki.

          

więcej... 1/2/

 

O nas | Dotychczasowe podróże | Ksiega gości | Napisz do nas | ©2005 Marcin Plewka