Strona o naszych wyprawach do Ameryki Łacińskiej i nie tylko

 

Zdjęcia z Szwecji

 

Kuba tutaj Ola się ...

Meksyk tu poznała ...

San Paulo tu ...

Headline full story...

Headline full story...

Headline full story...

 

7. Noc na cmentarzu (2 )

To jednak co znajdowało się w środku nie było przyjemnym widokiem. Nie, nie zobaczyliśmy tam żadnego ducha, nie spoczywało tam żadne ciało, nie było też trumny. W kaplicy oprócz skromnego ołtarza z figurą Jezusa Chrystusa na krzyżu znajdowały się dwa wózki trumienne. Sawicki nie miał takich oporów jak ja i stwierdził że dwa wózki posłużą nam za doskonałe legowisko z czym oczywiście musiałem się zgodzić. Przystąpiliśmy do rozpakowywania zamoczonych rzecze. Szybko zmieniał się wygląd kaplicy. Po paru minutach do z sufitu zwisały dwa namioty, wózki trumienne przykryły śpiwory a skarpetki i inne rzeczy do suszenia wylądowały na ołtarzy co spotkało się z protestami mojego bardziej bogobojnego kolegi. Przystąpiliśmy także wkrótce do przygotowania posiłku. Przez cały czas towarzyszył mi jednak strach że zostaniemy odkryci i będziemy mieli do czynienia z policją za włamanie się na teren kościelny. Karimata i śpiwór były niestety wilgotne co uniemożliwiło mi przykrycie się. Tworzyły one jedynie dwie miękkie warstwy łagodzące twardość deski wózka. Założyłem wszelkie możliwe swetry wiele par skarpetek i kurtkę przeciwdeszczową aby zwalczyć chłód. Nie muszę chyba nikomu mówić że spanie z grubą gumową kurtką, której kaptur krył także głowę nie należało do przyjemności. Mimo takich zabezpieczeń trząsłem się z zimna. Miałem gorączkę. Właściwie trudno było mi powiedzieć czy trzęsę się z powodu zimna, gorączki, czy strachu przed odkryciem nas. Pogoda była straszna. Wiał wiatr a my znajdowaliśmy się na środku cmentarza. Co chwila słyszałem różne odgłosy. Może było to zwierzę może człowiek a może to tylko deska lub kawał metalu które poruszały się pod wpływem wiatru. W Skandynawii czym dalej na północ tym dłużej trzeba oczekiwać na zmrok. Teraz mogłem obserwować nieb o prze małe okienko przy suficie. Mimo godziny jedenastej było jeszcze szarawo. Postanowiliśmy wstać odpowiednio wcześniej aby nikt nas tutaj rano nie zastał.

 Następnego dnia....

Było zimno, szaro i ponuro. Wiatr połączony z deszczem smagał nasze policzki. Zmęczeni po prawie nieprzespanej nocy zmarznięci w częściowo przemoczonych ubraniach szliśmy dźwigając na plecach nasz dobytek w stronę najbliższej drogi. Decyzja została podjęta. Mieliśmy już dosyć Szwecji. Pokonała nas pogoda i słabe efekty autostopowe. Stanęliśmy tak jak to pisałem w liście do drogiej Ilony po drugiej strony drogi zmieniając radykalnie kierunek naszej jazdy. Postanowiliśmy ponownie dotrzeć do mojej ciotki. Stanęliśmy pod najbliższym mostem, trząsłem się cały z zimna. Przejeżdżające samochody potęgowały uderzenia wiatru z wodą w nasze policzki. Posypały się przekleństwa. Przeklinaliśmy kraj w którym się znajdowaliśmy pogodę a przede wszystkim ludzi którzy nie chieli się zatrzymywać swoimi samochodami. Przez długi czas nikt nie chciał się zatrzymać w końcu zostaliśmy prze kogoś wybawieni. Nie ujechaliśmy jednak daleko. Wysiedliśmy przy jakimś warsztacie samochodowym. Chroniąc się przed wiatrem skorzystaliśmy z uchylonych drzwi hangaru gdzie prawie na progu nie zauważeni przez nikogo ugotowaliśmy sobie zupkę. Następny stop to dwie Szwedki które zabrały nas do Eurostopu w pobliżu Halmstad do naszego pierwszego dzikiego noclegu na terenie Szwecji. Tym razem nie musieliśmy długo czekać na następno okazję. Zabrał nas Arab z synem który ku naszej uciesze jechał do Malmö. Po dotarciu na miejsce miał on jednak kłopoty ze znalezieniem miejsce do którego miał dotrzeć. Dopiero po przekazaniu nam mapy według naszych wskazówek dotarliśmy do celu. Niestety byliśmy znacznie oddaleni od domu cioci. \arab obiecał że zostaniemy odwiezieni na miejsce. Po denerwującym okresie oczekiwania w samochodzie zamiast niego przyszło jakiś dwóch jego kolegów którzy mieli za zadanie odwieźć nas. Nie byli chyba tym zachwyceni cały czas dając do zrozumienia, że nie jest to taksówką. W końcu wysadzili nas w pobliżu domu ciotki i odjechali szczęśliwi, że się nas pozbyli.

          

więcej... 1/2/

 

O nas | Dotychczasowe podróże | Ksiega gości | Napisz do nas | ©2005 Marcin Plewka